// Oddział Mazowiecki Polskiego Towarzystwa Informatycznego
gazeta

Bieżące informacje o działaniach, inicjatywach i spotkaniach organizowanych przez Oddział Mazowiecki PTI oraz ogłoszenia i informacje dla członków Oddziału.

// Aktualności

Pierwsze spotkanie z cyklu "Klub Informatyka" (relacja)

11.02.2003

Odsłon: 815

W drugi wtorek lutego, czyli 11.02.2003 odbyło się w Muzie spotkanie towarzyskie inaugurujące działanie Klubu Informatyka w Warszawie. Byli obecni informatycy doświadczeni, informatycy mniej doświadczeni a nawet całkiem młoda kadra (na oko 1,5 roku - Jasiu, całusy dla Maćka).

 

W konkursie na zimową opowieść okołoinformatyczną startowało nadspodziewanie wielu świetnych zawodników. Warunki konkursu były następujące: opowieść powinna trwać nie dłużej niż 3 minuty, przynajmniej raz powinien w niej wystąpić słowo związane z zimą, przynajmniej raz powinno też wystąpić słowo związane z branżą informatyczną.
Dostojne jury po długich obradach postanowiło przyznać następujące nagrody:

 

  • Rafał Gęślicki - I nagroda, trunek na zimowe wieczory ufundowany przez myIT;
  • Ania Cetnarowicz - II nagroda, srebrny wizytownik ufundowany przez Prezesa Marka Hołyńskiego;
  • Bogdan Mizerski - wyróżnienie, konfitury z róży ufundowane przez myIT.

 

Jury wzięło pod uwagę historyczną wartość opowieści o wydarzeniach, które naprawdę warto "ocalić od zapomnienia". Nagrodzone opowieści zostaną opublikowane w Biuletynie PTI. A oto nagrodzone opowieści...

 

Fabularyzowana opowieść o informatyce, stanie wojennym oraz próbie obalenia ustroju socjalistycznego

Niniejsza opowieść jest (mocno) fabularyzowanym wspomnieniem PT W.K., który opowiedział mi ją w trakcie wspólnej podróży z Warszawy do Katowic 20 lat po opisywanych wydarzeniach. Wszystkich jej uczestników przepraszam za (miejscami znaczące) ubarwienia, które wprowadziłem.

 

13 grudnia pamiętnego roku minął już kilka tygodni temu. Na ulicach pojawiły się czołgi i umundurowane patrole. W zakładach pracy, szczególnie wielkich zakładach, władzę sprawowali ludzie ubrani w mundury. Ludzie bez mundurów natomiast z głębi swoich gabinetów usilnie tropili, każdą próbę obalenia ustroju socjalistycznego. NSZZ Solidarność zdelegalizowano.

 

śląsk, W.K. kieruje centrum obliczeniowym Centralnego Ośrodka Informatyki Górnictwa (obecnie COIG SA). Niezorientowanym przypominam, że COIG na zasadach outsourcingu (sic!) prowadził informatyczne rozliczenia finansowe kopalń. Dla naszej opowieści interesujące jest, że również w zakresie płac. Mroźna zimowa noc, mieszkanie W.K. Słychać silne, zdecydowane pukanie do drzwi. W tym czasie nie budzi ono wątpliwości. Nasz bohater robi szybki rachunek sumienia, łapie szczoteczkę do zębów i... po chwili, w stroju jak najbardziej nocnym, znajduje się w milicyjnej nysce. Tuż obok siedzi już kilku jego podwładnych.

 

Przesłuchujący ich milicjant puszy się z dumy (przebiegu przesłuchania, ze względu na używanie przez nie-informatyków słów powszechnie uważanych za wulgarne nie będę przytaczał). Wszak dzięki niemu wszyscy uczestnicy spisku, mającego na celu obalenie ustroju socjalistycznego zostali ujęci. Ci opozycjoniści to zwykli gamonie, w ogóle się nie spodziewali, że ich niecne plany zostaną wykryte, a oni sami ujęci. I to przez kogo? Przez najlepszego milicjanta PRLu, a śląska to już na pewno. (W tym miejscu milicjant się nieco rozmarza i oczami wyobraźni widzi już gwiazdki na pagonach i ordery na piersi, a naszego bohatera wraz podwładnymi w obozie pracy. Szczęśliwie nie trafili ani do obozu, ani do więzienia. Chociaż za nielegalne finansowanie zdelegalizowanej Solidarności pieniędzmi przeznaczonymi na jedynie słuszny związek zawodowy niewątpliwie mogli.

 

No i pora na wyjaśnienie.

 

Na pasku płac (to taki wynalazek, na którym są umieszczane wszelkie składniki wynagrodzenia) jest również pole pt. "składka na związek zawodowy". Mógł się tam pojawić napis: "NSZZ Solidarność" lub "Jedynie słuszny związek zawodowy górników" zależnie od tego, w którym miejscu została przedziurkowana karta perforowana. Po 13 grudnia dziurkę wolno było umieszczać wyłącznie w jedynie słusznym miejscu. Jak zapewne wiecie karty nie zawsze przesuwały się prawidłowo (a może naprawdę był to sabotaż) dość, że wszystkim górnikom wydrukowano na pasku płac: "Składka na NSZZ Solidarność". Co się stało z pieniędzmi, tego już nawet najstarsi górnicy nie pamiętają.

Rafał M. Gęślicki

 

Postscriptum: Opowieść jest prawdziwa, ale kierowałem jednym z kilku ośrodków obliczeniowych COIG-u, a nie głównym Centrum, nie przyjechali po mnie nyską, ale wezwali do Komendy Wojewódzkiej MO, nie przesłuchiwał mnie milicjant, ale dwóch oficerów Służby Bezpieczeństwa w stopniu majora i pułkownika. Moi podwładni zeznawali w innym terminie. Jeden z nich, bezpośrednio nadzorujący eksploatację systemu płac był represjonowany i stracił pracę. Pieniądze nie trafiły na konto związku "Solidarność", bo nie mogły. A poza tym wszystko jest prawdziwe i oby nigdy już nie wróciło
W.K.

 

Zimowa opowieść

Historia, którą zamierzam opowiedzieć zdarzyła się pewnego zimowego popołudnia we wczesnych latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Siedziałam w firmie (tzw. komputerowej) nad projektem jakiegoś programu. Przy sąsiednim biurku urzędował kolega-serwisant, Michał. Odezwał się brzęczyk telefonu i rozpoczęła się rozmowa, którą po chwili zrelacjonował mi Michał. Dzwonił pracownik firmy, do której dostarczyliśmy sprzęt i oprogramowanie:

 

- "Dzień dobry, mówi Iksiński z "XYZ", mam problem z komputerem!"

- "Witam, mówi Michał z serwisu, słucham pana."

- "Włączyłem przed chwilą komputer, a on nie działa. Co robić?"

- "Proszę odpowiedzieć mi na parę pytań. Czy ekran się świeci?"

- "Nie."

- "Czy pali się lampka kontrolna na monitorze?"

- "Nie."

- "Czy monitor jest na pewno podłączony do komputera?"
- "Tak, sprawdziłem kabel!"

- "Czy pali się lampka kontrolna przy włączniku komputera?"

- "Nie."

- "Czy sprawdził pan kabel zasilający komputer?"

- "Tak, jest prawidłowo osadzony w gniazdku komputera!"

- "Czy kable są na pewno dobrze włożone do gniazdka?"

- "Panie Michale - zaraz sprawdzę. Oj, to chwilę potrwa - muszę poszukać latarki!"

- "Latarki? Dlaczego?!"

- "Zrobiło się już ciemno, a u nas w budynku nie ma od godziny światła."

Ania Cetnarowicz-Jutkiewicz

 

Interweniator

Działo to się około połowy lat '60. Miałem wtedy 6 lat. Moja Matka pracowała wtedy w ośrodku obliczeniowym w Komisji Planowania przy Radzie Ministrów. Pewnego zimowego dnia zamknięto przedszkole, pewnie była jakaś epidemia grypy. Ponieważ nie było czasu na zorganizowanie opieki, Mama zabrała mnie do pracy.

 

Wkroczyłem na salę, gdzie stał komputer. Była to wielka sala, a w niej dużo metalowych szaf. Na środku stał pulpit operatora z olbrzymią liczbą migających lampek. Z boku stały szafy z pamięciami na taśmach magnetycznych, każda szafa miała przeszklony front, ale taśmy nie były zwijane na szpule, ale układały się w fale. W czasie pracy komputera taśmy dostojnie przewijały się z lewa na prawo.

 

Najpierw podziwiałem te wspaniałe urządzenia, długo wpatrywałem się w falujące taśmy magnetyczne, później coś sobie dziurkowałem na dalekopisie. Wtem maszyna stanęła, światełka przestały błyskać, ludzie zaczęli się nerwowo kręcić. Pojawił się po chwili pan technik w granatowym fartuchu z interweniatorem w ręku. Interweniator, była to drewniana pałka owinięta na końcu filcem. Zaczął otwierać kolejne szafy i interweniatorem stukał po lampach. Po dłuższej chwili komputer ruszył.

 

Później dowiedziałem się, że ten komputer to Mińsk, maszyna oparta na technologii lampowej. Najczęstszą przyczyną awarii Mińska był brak kontaktu w podstawce lampy. Wystarczyło lekko stuknąć taką lampę i maszyna zaczynała działać.

 

Bogdan Mizerski

Kategorie: Klub Informatyka Tagi: po godzinach, 2003, gry, sprawozdania